„Hello, World!”, czyli pierwsza praca

Kilka miesięcy nauki, znalezienie pomysłu na to, co tak naprawdę chciałbym programować, ukierunkowanie swojej wiedzy na konkretny język, konkretne środowisko, zaproszenie na test techniczny i jest! Pierwsza praca!

W związku z tym, że zawsze za dzieciaka chciałem tworzyć gry komputerowe, pomyślałem, że spróbuję w końcu swoich sił. Czyli co – ściągamy Unity, patrzymy na pierwsze tutoriale i lecimy z tematem? No, w sumie dokładnie tak to było. Kilka miesięcy później umiem napisać klona Flappy Bird czy Ponga, wiem jak poruszać postacią w 2D i 3D, to chyba już pora szukać pracy. 10-15 wysłanych CV, część bez odpowiedzi, część z odpowiedzią, żebym przyszedł, gdy będę miał doświadczenie komercyjne i nagle jest. Jeden e-mail z zaproszeniem do biura na test techniczny ze znajomosci C# i Unity. Z jednej strony – „Nareszcie! Game Devie nadciągam!”. Z drugiej jednak strach jak przed pierwszym w życiu poważnym egzaminem. I w sumie tak było, tak to traktowałem – jak egzamin.

 

Wtorek, 10.04.2018, godzina 8:00.

Wejście przez szatnię, nie wiem gdzie się udać, dzwonię do osoby odpowiedzialnej za rekrutację, przychodzi po mnie i zaprowadza na miejsce, gdzie mam pisać test. Na szczęście okazało się, że mam po prostu napisać grę typu Asteroids, a nie muszę podawać odpowiedzi kompilatora z głowy, bez jego użycia (tak, tak, są miejsca, gdzie są testy wstępne na papierze, jakby conajmniej później kazali w pracy robić to samo…). To do dzieła! Kartka z wytycznymi jest, wiem dokładnie, jakie są oczekiwania względem produktu końcowego – piszę. Przypomniałem sobie wszystkie dobre metody działania, wszystkie gry, które do tej pory zrobiłem i nie było tak trudno zrealizować ten projekt.

Tego samego dnia, 8 godzin później.

Przyszedł mój rekruter z pytaniem: „Mogę sobie zagrać?”. Sprawdził czy wszystko się zgadza i zaprosił mnie na rozmowę. Porozmawialiśmy tylko chwilę o tej grze, po czym temat szybko zszedł na rozmowę o firmie i o tym, czego mogę się spodziewać „zanim podejmę decyzję w ciemno”. I tak po wymianie kilku zdań nadal nie miałem pewności, czy to prawda, że dostałem pracę. Padło pytanie, od kiedy mogę zacząć i że dostanę maila, na którego powinienem odpowiedzieć swoimi danymi, to zostanie przygotowana dla mnie umowa itd.
Wyszedłem stamtąd z takim rogalem na ustach, że to jest wręcz niepojęte, że mi się głowa na pół nie rozerwała. Obdzwoniłem najbliższych mówiąc, że w końcu mi się udało i że od poniedziałku zaczynam nową pracę, chociaż sam nadal w to nie chciałem uwierzyć. W końcu to zmiana o 180 stopni, coś zupełnie innego. Ale przecież o to chodziło, nie? W piątek napisałem do mojego rekrutera z pytaniem, czy to tak na pewno i czy mam przychodzić w poniedziałek – „Tak, oczywiście, zapraszamy!”. Kamień z serca – nie przyśniło mi się to 🙂

Poniedziałek rano, przychodzę do biura, otworzyć nie mogę, bo nie mam karty dostępu, domofon milczy, ale ktoś akurat wchodzi i mnie wpuszcza. Kolegi, który mnie rekrutował jeszcze nie ma, ale pytam innych, czy wiedzą, gdzie moje miejsce. Usiadłem, czekałem. Przyszedł, przywitał i powiedział, że jeszcze nie mam gotowych kont w systemach, więc mogę sobie poczytać tutoriale. I tak przez następne 2-3 godziny, a co! W sumie nie wiedziałem czego się spodziewać. Przecież nikt mi nie powie od razu – „tu masz projekt, rób”. Jak już konta się pozakładały, przyszła pora na wdrażanie. Przyszedł inny kolega programista, który wprowadził mnie we wszystkie tajniki działania firmy na poziomie programistycznym. Dostałem też pierwsze zadanie, które się powiększało z godziny na godzinę. Skończyłem je robić po tygodniu (oczywiście krok po kroku, z małymi sukcesami na koncie, realizując wymagania projektu).

 Dopiero w ubiegły wtorek, w połowie dnia dostałem pierwsze zadanie na istniejącym już projekcie dotyczącym gry. I tak sobie siedzę przy komputerze, tworzę nowe linie kodu, aktualizuję stare, wszystko ku lepszemu samopoczuciu, lepszemu jutru.

Co przyniosą mi kolejne dni? Miesiące? Tego nie wiem i nie jestem w stanie przewidzieć. Na razie muszę powiedzieć, że decyzja o przebranżowieniu, to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *