Komputer był zawsze!

Cześć!

Nazywam się Piotr Rudnicki. Jestem realizatorem dźwięku.

Pewnie dziwi Cię moje przedstawienie. Spokojnie, już spieszę z wytłumaczeniem. 

Owszem, jestem realizatorem dźwięku, pracuję w branży nagłośnieniowej od 6 lat. Ukończyłem w 2017 roku studia na Politechnice Wrocławskiej w tym kierunku, jednocześnie pracując w branży. W tym momencie nawet u lidera na rynku dolnośląskim w dziedzinie nagłośnienia imprez.

Pod koniec ubiegłego roku zacząłem zauważać, że praca w branży nagłośnieniowej to może i jest to, co w życiu uwielbiam robić, ale nie przynosi mi to ani wymiernych korzyści materialnych, ani oczekiwanego rozwoju, ani chociażby stabilności majątkowej, ze względu na różny wymiar pracy w każdym miesiącu, co oznacza, że raz można dobrze zarobić i za to pożyć jak król, a innego miesiąca trzeba się zastanawiać każdego dnia, „czy będzie co do gara włożyć”. Powiem więcej – zabiera mi mnóstwo czasu! Owszem, to fantastyczna przygoda, poznaje się mnóstwo nowych, interesujących ludzi. Jak przychodzi sezon „plenerowy” to i fajne wyjazdy się trafiają. Jednak gdzie w tym wszystkim życie prywatne? Ważna jest dla mnie narzeczona, rodzina, przyjaciele – pewnie dla moich kolegów z pracy również te rzeczy są ważne, ale pogodzić to wszystko z pracą realizatora dźwięku jest STRASZNIE TRUDNO! 

Postanowiłem coś zmienić. Zastanowiłem się chwilę nad tym, co mógłbym robić innego w życiu, aby nadal odczuwać przyjemność i nutkę ekscytacji za każdym razem gdy idę do pracy. Zanim postanowiłem jeszcze w czasie liceum zostać „akustykiem”, zawsze ciągnęło mnie w stronę komputerów. Mój tato jest informatykiem z zawodu i komputer w domu był „od zawsze”. No, przynajmniej dla mnie od zawsze, a już na pewno odkąd pamiętam. 

Któregoś razu tato powiedział mi, że już jak miałem 2 latka to siedziałem przy komputerze z nim, kiedy on np. grał w jakąś grę. 

Ja z kolei w szkole podstawowej złapałem tego informatycznego bakcyla, którego – czego żałuję do dziś – nie utrzymałem w rękach odpowiednio mocno, by pociągnąć za tym swoje życie zawodowe. Poza faktem, że od dzieciaka zagrywałem się w Super Mario Bros. na Pegazusie, potem grałem we wszelakie gry samochodowe, platformowe, zręcznościowe, pierwsze strzelanki na „blaszaku”, właśnie w podstawówce zacząłem się interesować tworzeniem czegoś. Był to okres raczkującego jeszcze internetu, początek XXI wieku. Pierwsze działania jakie podjąłem, to było stworzenie swojej strony internetowej. Takie coś o sobie. Nie było wtedy facebooka, NK czy innych portali społecznościowych. Rozkwitała wtedy komunikacja przy użyciu komunikatora Gadu-Gadu! Zaangażowałem się wtedy też w odświeżenie witryny internetowej naszej szkoły podstawowej. Nie pamiętam już nawet z jakim skutkiem, ale pamiętam za to, że wraz z kolegą z innej klasy przesiadywaliśmy długie godziny w sali informatycznej przy komputerze i próbowaliśmy to zrobić. 

To jednak nie było to. Co mi po stronie WWW? „Chcę zrobić grę!” pomyślałem. Tylko jak? Przecież to nie jest tak, że siadasz, wpisujesz w internecie frazę „Game maker”, dostajesz program z gotowymi narzędziami i jazda z tematem. No okazało się, że jednak trochę tak jest. Trafiłem w ten sposób na RPG Maker, który jednak swoją powtarzalnością wizualną mnie od siebie odrzucił. Taki szybki i niezbyt udany romans.


W gimnazjum, w którym zresztą mój tato uczył informatyki, miałem za zadanie od kolegi z najstarszej klasy przejąć władzę nad administracją strony internetowej szkoły. Poważna rzecz. Nie jakaś tam witrynka w HTML’u a dorosła strona oparta o CMS Joomla! . I wtedy dopiero zobaczyłem, że to może być przyjemne i ciekawe. Na tyle ciekawe, że nawet wykonałem jeszcze kilka innych stron opartych o Joomla! (jedna z nich nawet do dzisiaj funkcjonuje – http://oskas.pl – zbudowana w ostatniej klasie liceum) i interesowałem się również innymi systemami tworzenia stron internetowych. 

W liceum jeszcze ciągnąłem ten temat, zainteresowałem się też pisaniem prawdziwych programów dla prawdziwych komputerów. Coś z niczego. Może głupio, może nie, ale zacząłem od emulatora Atari i nauki Basica. W nauce pomógł mi Bajtek – takie czasopismo, które wychodziło jak mnie nie było jeszcze na świecie. Okazało się, że mój tato ma ogromny zbiór tych czasopism i mogę coś z tego wyciągnąć. Oczywiście to tylko początek i chciałem się zająć czymś innym, pisaniem czegoś na normalny „pecet”. Niestety dużo wtedy różnych rzeczy odciągało moją uwagę od tego. 

Ktoś w międzyczasie powiedział mi „Ej! Po co Ci ta informatyka? Jak skończysz studia, to z twojego rocznika będzie tyle tych informatyków, że roboty za cholerę nie znajdziesz. Zrób coś innego!”. Jakbym sobie przypomniał, kto mi takich głupot nakładł do głowy, to bym znalazł i kazał mnie przeprosić. Ale kto mógł wiedzieć? Ja podatny wtedy na słowa innych, dałem się złapać w pułapkę. Tak postanowiłem zostać „akustykiem”, znalazłem pierwszą pracę w tym zawodzie i tak tkwię do dzisiaj.

Długi ten wstęp, ale chciałem, żebyś miał / miała obraz na to co siedziało mi w głowie od zawsze a do czego doszło. Teraz, po skończeniu studiów, rok po ich ukończeniu wręcz, jestem w tanie stwierdzić – to był błąd.

Przebranżawiam się – zostanę programistą! Tak postanowiłem z końcem ubiegłego roku. Czy mi się to uda? Kiedy mi się to uda? Oby i oby jak najszybciej. W końcu komputer był zawsze w moim życiu i po tych kilku miesiącach intensywnej nauki widzę, że to jest to, co chcę robić!

Życzę sobie i każdemu, kto nie boi się zmian w życiu, powodzenia i osiągnięcia sukcesu! W końcu ponoć każdy może zostać Developerem od zera i każdy kiedyś zaczynał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *